Asertywność

Fragmenty książki autorstwa Agnieszki i Bogusława Zarembów  pt. "Szkoła miłści czyli jak po slubie nie być samotnym?"

Asertywność jako alternatywa dla agresji i uległości oraz jako element dojrzałej osobowości i miłości.

 
Asertywność to umiejętność obrony swoich praw, potrzeb, uczuć, poglądów, zachowań pozwalająca uniknąć skrajnych nieprawidłowych postaw, takich jak: agresja, nienawiść lub uległość. Asertywność jest sposobem zachowania dobrych relacji z ludźmi iobrony rodziny przed osobami chcącymi naruszyć jej jedność trwałość i zdrowy sposób funkcjonowania.

Małżonkom przydaje się ona przede wszystkim z powodu konieczności obrony rodziny przed osobami, które chciałyby ich wykorzystać czy naciągnąć, np. pracodawcą, który coraz częściej narusza określony ustawowo, optymalny czas pracy pracownika, ale i członka rodziny – rodzica, a z tego powodu cierpią w rodzinie wszyscy, szczególnie jednak dzieci.

              Asertywność przydaje się też do obrony relacji małżeńskiej przed rodzicami i teściami, którzy czasami za bardzo pomagają, ingerując w małżeństwo dzieci i ograniczając w ten sposób młodym prawo do korzystania z wolności (a jest ona podstawowym źródłem szczęścia człowieka) lub próbują wykorzystać dla własnych celów zaradność i przedsiębiorczość młodych.

Asertywność pomaga również uniknąć zachwiania relacji partnerskiej między samymi małżonkami oraz dochować wierności małżeńskiej. Odgrywa także ważną rolę w wychowaniu dzieci. Nie mają one bowiem rozwiniętej empatii i dążą do zaspokajania swoich potrzeb, naruszając bardzo potrzeby rodziców, co czasem wywołuje agresję rodziców.

Asertywność nie może być oczywiście zaprzeczeniem miłości bliźniego. Przecież trzeba sobie pomagać. Chodzi jednak o to, aby bronić swych praw przed osobami, które próbują nas wykorzystywać, czyli np. wprowadzać w życie pewne niesprawiedliwe zasady. Jeżeli więc dobrze się czujesz, podwożąc kolegów do pracy, pomimo że nie dokładają się do kosztów eksploatacji twojego samochodu, woź ich dalej – pomagaj im, ale jeśli zacznie ci to przeszkadzać, nie czekaj z powiedzeniem im o tym do czasu, kiedy będziesz już zdenerwowany lub wściekły. Powiedz to odpowiednio wcześniej – bez emocji.

Pewien mężczyzna miał podobny problem z czterema kolegami. Nie odważył się jednak powiedzieć im wprost, że czuje się wykorzystywany. Postąpił więc nieprawidłowo, tzn. zaczął wcześniej wyjeżdżać i mijać miejsce, gdzie panowie na niego czekali. Koledzy domyślili się wreszcie, w czym tkwi problem, zaprosili go na piwo, zrobili zrzutę za czas miniony i umówili się wspólnie, ile będą się dokładać do eksploatacji jego samochodu. W ten sposób problem został rozwiązany.

 

Nie zawsze jednak drugi człowiek potrafi się domyślić, że sprawia nam problem. Czasami widzi to, ale skoro osiąga jakieś korzyści naszym kosztem, trwa w swojej postawie. Dlatego gdy poczujemy się wykorzystywani, dobrze jest postąpić asertywnie i zmienić tę sytuację.

W takich przypadkach trzeba pamiętać, że paliwo nie jest jedynym kosztem eksploatacji samochodu. Wszelkie rozliczenia i wzajemne stosunki mają być oparte na sprawiedliwej ocenie sytuacji, tak by obydwie strony dobrze się z tym czuły. W przeciwnym razie problemy znów się pojawią. I kierowca, i pasażerowie powinni więc kierować się miłością bliźniego.

Dlaczego warto być asertywnym? Dlatego, że brak asertywności powoduje pojawianie się negatywnych uczuć w stosunku do innych osób, a z czasem unikanie ich, brak sympatii lub jeszcze gorzej – nienawiść. Asertywność pomaga więc zachować dobre, przejrzyste relacje z ludźmi.

Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,7). Jeżeli decydujesz się udzielić pomocy, to oceń, czy wystarczy ci sił i cierpliwości, abyś w trakcie nie narzekał i nie oczekiwał rekompensaty poświęconego czasu i trudu.

Początkujący student mieszkał z dwoma starszymi kolegami. Dużo korzystał z ich akademickiego i życiowego doświadczenia, będąc przy tym dla nich jakimś obciążeniem. W kolejnym roku chciał z nimi ponownie zamieszkać, nie wiedząc, że oni postanowili uwolnić się od obciążenia i przenieść się do dwuosobowego pokoju. Poprosił więc jednego z nich o wspólne zamieszkanie. Ten wyraził zgodę pod warunkiem, że zaakceptuje to drugi kolega. Miał jednak nadzieję, że ów wykaże więcej odwagi i odmówi, ale tak się nie stało, więc znowu mieszkali w drętwej, napiętej, czasem nawet agresywnej atmosferze.

 

Czy w ten sposób rzeczywiście pomogli młodszemu, trochę zagubionemu, szukającemu oparcia i dobrego towarzystwa koledze? Być może gdyby zachowali się asertywnie i odmówili, zamieszkałby on z innymi, bardziej akceptującymi jego osobę kolegami, umiejącymi nawiązać partnerskie i przyjacielskie relacje.

Czasami trzeba odmówić, jeśli przysługa, o którą ktoś prosi, wiąże się ze zbyt dużym trudem czy niewygodą dla ciebie lub twojej rodziny. Odmawiaj, kiedy czujesz się zbyt mocno eksploatowany. Nie można wszystkich zaspokoić i wszystkim dogodzić. Nie zakładaj, że wszędzie pomożesz i dasz radę, bo kiedy się nie uda, może pojawić się agresja. Pomagaj jednak, na ile potrafisz, pomimo że pomoc kosztuje. Nikt nie jest samotną wyspą. Pomagaj nie z powodu własnej niedojrzałej potrzeby aprobaty społecznej, ale ze względu na dobro drugiej osoby, zwłaszcza gdy znajduje się ona w bardzo trudnej sytuacji i sama nie może sobie poradzić z rozwiązaniem problemu. Wtedy udziel pomocy, pomimo że wiąże się to ze zbyt dużym trudem i niewygodą.

Bogusław: Ciocia mojej mamy, Anna Kłemb (z d. Warcholak), jako młoda kobieta w bardzo wczesnej ciąży, została zwerbowana i przymuszona przez wojska niemieckie pod koniec II wojny światowej do prac związanych z wykopywaniem okopów, budowaniem umocnień itp. Niestety, pracę tę musiała wykonywać przez wiele miesięcy, przemieszczając się wraz z frontem coraz dalej od swojego miejsca zamieszkania. Na krótko przed porodem efektywność jej pracy była tak niska, że zwolniono ją do domu. Wracała sama pieszo. Pewnego dnia, kiedy wchodziła do małej niemieckiej wioski, zaczęła odczuwać bóle porodowe. Wstąpiła więc do pierwszego domu, prosząc o przyjęcie i pomoc, ale jej odmówiono; podobnie w drugim i następnych. Być może gospodarze ocenili, że obsłużenie jej to zbyt duży trud i niewygoda (karmić, prać po niej zabrudzoną pościel itd.). Wszyscy konsekwentnie odmawiali jej pomocy. Była dla nich polską kobietą z obozów, w których brakowało higieny, odzieży na zmianę, ale nie insektów. Dopiero przy końcu wioski w biedniejszym od innych i krytym strzechą domku jakaś kobieta udzieliła jej schronienia i pomocy. Po kilku dniach, jeszcze podczas pobytu cioci, przelatujący (najprawdopodobniej radziecki) samolot zbombardował tę wieś. Spłonęły wszystkie domy (niemieckie wsie charakteryzują się zwartą zabudową) z wyjątkiem jednego, pomimo że był kryty strzechą. Gospodyni bardzo dziękowała cioci za to, że do niej przyszła. Uznała bowiem, że ocalenie jej domu było wynikiem błogosławieństwa Bożego za czyn miłosierdzia.

Jezus uczy nas: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

A kto jest bratem Jezusa Chrystusa? Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je (Łk 8, 21). Braćmi Jezusa są więc ci, którzy słuchają Prawdy i trwają w Prawdzie Ja jestem drogą i prawdą i życiem (J 14, 6) – nie kłamią, nie udają biednych, kiedy mają lub mieliby z czego żyć, gdyby tylko chcieli pracować.

 

Trzeba jasno powiedzieć, że pomaganie nie zawsze jest dobrem – czasem może demoralizować.

W Ewangelii czytamy przypowieść o pięciu pannach roztropnych, które odmówiły pożyczenia oliwy pięciu innym, nazwanym nierozsądnymi, mówiąc: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! (Mt 25,9). Taka asertywna postawa nie byłaby prawidłowa w stosunku do biednych (niezawiniona bieda), ale jest jak najbardziej słuszna w stosunku do nierozsądnych, leniwych, unikających pracy i wysiłku, marnujących pieniądze i zdrowie, np. alkoholików.

Nasz znajomy ma kilkoro dzieci i żonę niepracującą z powodu inwalidztwa (raczej wskutek jego obawy o utratę renty inwalidzkiej). On sam pracuje dorywczo, nie posiada własnego mieszkania (mieszkają na stancji), ale też przez kilka lat naszych nalegań nie chciał złożyć wniosku o przyznanie zasiłku z pomocy społecznej ani podania o przydzielenie mieszkania socjalnego z Urzędu Miasta. Dlaczego? Wyjaśniał, że nie pozwala mu na to duma, że sam powinien zarobić na mieszkanie.

Kiedy Urząd Miejski przydzielił mieszkania, radny – główny decydent w tej sprawie – powiedział mi, że ci ludzie dostaliby je w pierwszej kolejności, ponieważ nie piją alkoholu. Niestety, było już za późno na złożenie papierów. Postawa tego mężczyzny, zważywszy na trudną sytuację materialną rodziny, była zatem wyjątkowo nierozsądna.

Dodam jeszcze, że wraz ze znajomymi proponowaliśmy mu różne stałe prace, ale żadnej nie podjął. Wielu znajomych pożyczyło im też pieniądze, ale nie wszyscy otrzymali ich zwrot. My również pożyczyliśmy mu niewielką kwotę na podstawowe wydatki. Wydał ją wkrótce na mandat za przejazd na czerwonym świetle. Rodzina ta jest jednak uczciwa i wierzy, że uda im się oddać długi.

Przez kilka lat (ok. 8) sugerowaliśmy temu mężczyźnie konieczność poddania się psychoterapii. Widzieliśmy bowiem, że nie radzi sobie z problemami życia codziennego. W końcu zaczął w niej uczestniczyć i co mówi?: „Szkoda, że tak późno”. A my czujemy się z tym okropnie, zwłaszcza odkąd 5-letni syn powiedział mu: „Tatusiu, my jesteśmy chyba już ostatnimi, którzy nie mają własnego mieszkania”. Nadal się spotykamy, odwiedzamy i pomagamy sobie wzajemnie na różne sposoby (ale nie finansowo). Nie wiem, czy tak będzie po opublikowaniu tej historii, ale opisałem ją szczerze. Zła sytuacja materialna tej rodziny jest w dużej mierze zawiniona przez błędne decyzje rodziców.

Finansowe pomaganie takim osobom jest zatem nierozsądne, gdyż uniemożliwia im poniesienie konsekwencji ich niedojrzałych wyborów. Wobec niedojrzałych osobowościowo osób, również alkoholików, należy stosować tzw. twardą miłość, dzięki której będą mogli doświadczyć dna i odbić się od niego. Jak taka twarda miłość wygląda? Żona (np. alkoholika lub raczej osoby upijającej się, która nie uważa siebie za alkoholika) nie może oddawać długów za męża; kłamać jego szefowi w pracy, że dzisiaj jest chory (gdy jest zapity); usprawiedliwiać jego postępowania przed rodziną, znajomymi, sąsiadami (np. że ma taką pracę), ponieważ takie jej zachowanie zapewnia mu komfort picia. Nie może też przyprowadzać go z knajpy czy rowu do domu, myć, karmić i kłaść do łóżka, ponieważ gdy on budzi się umyty, wyspany, szczęśliwy, to uważa, iż kontroluje swoje życie (trafia tam, gdzie chce), czyli niczego nie musi w nim zmieniać.

Postawa twardej miłości wydaje się daleka od miłości bliźniego i wiele osób wierzących ma problem z zaakceptowaniem jej jako właściwej drogi pomocy. Na szczęście przykład twardej miłości mamy opisany w ewangelicznej przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Syn odszedł, zabierając swój majątek i roztrwonił go, a później cierpiał niedostatek i głód. Ojciec, znając młodzieńczy zapał do swobody i beztroskę w wydawaniu pieniędzy, mógł się spodziewać takiego obrotu sprawy. Nie posłał jednak sług, by uzupełnili braki w sakiewce syna lub sprowadzili go do domu, tylko cierpiał, pozwalając mu ponosić konsekwencje dokonanego wyboru. Przez cały czas czekał jednak na syna, wyglądał go i dlatego: gdy był jeszcze daleko, ujrzał go (Łk 15,20). Syn, dzięki doznanemu cierpieniu i twardej miłości ojca, zrozumiał swój błąd i postanowił go naprawić. Gdyby ojciec wspierał go materialnie, najprawdopodobniej nie wróciłby i nigdy nie zrozumiał, że źle postąpił.

W mentalności osób wychowanych w wierze katolickiej niedopuszczalne, wręcz naganne jest to, by głodnemu nie dać jeść. Pierwsze dwa uczynki miłosierdzia co do ciała to: 1. głodnych nakarmić i 2. spragnionych napoić. Finansowe utrzymywanie alkoholika przez żonę z zarobionych przez nią pieniędzy, zasiłków czy alimentów jest jednak, niestety, wspieraniem jego nałogu. Nie należy tego robić i trzeba przeprowadzić rozdzielność majątkową odpowiednio wcześnie, tzn. wtedy gdy jeszcze wszystkiego nie przepił.

Nazwa „alkohol” pochodzi od słów „al ghoul”, co w języku arabskim oznacza „zły duch”. W Ewangelii czytamy słowa Jezusa, że pewien, czyli być może ten (...) rodzaj [złych duchów] można wyrzucać tylko modlitwą i postem (Mt 17,21). Rodzina, w której występuje alkoholizm, powinna zatem zjednoczyć się w działaniu przeciwko nałogowi między innymi poprzez wspólną modlitwę i uczestniczenie w spotkaniach grup dla osób współuzależnionych Al-Anon (dla żon) i Al-Ateen (dla dzieci i młodzieży), a alkoholik pości (głoduje), dopóki nie zmieni drogi życiowej i nie przestanie zadawać rodzinie cierpienia. Jak jest ono wielkie, obrazuje poniższy opis przedstawiający powrót ojca do domu. Mężczyzna tak bardzo pogrążył się w chorobie, że miewał już halucynacje i wizje.

Wraca ojciec rodziny do domu, otwiera drzwi, a tu za progiem czeka na niego smok i zieje z paszczy ogniem. Zaczął więc go z całej siły bić, tak mocno, że smoka krew zalała. W międzyczasie wąż zaatakował jego nogi, więc dzielny alkoholik zaczął go deptać i kopać. A to synek leżąc na podłodze, całował „tatusia” po nogach, błagając, żeby przestał bić mamusię.

Dla osób uzależnionych od alkoholu organizowane są grupy wsparcia AA (Anonimowych Alkoholików). Uczestniczenie w spotkaniach tych grup jest także drogą do zmiany życia i uwolnienia się od nałogu. Rodzina alkoholika nie może jednak zwalniać się z uczestniczenia w tym zdrowieniu i nadal powinna trwać w postawie twardej miłości.

Rozdawanie pieniędzy na ulicy także nie ma nic wspólnego z miłością bliźniego. Zamiast pomocą, może się ono okazać demoralizowaniem, tzn. żebrzący może dojść do wniosku, że łatwiej jest żebrać niż pracować. W Lublinie złapano kiedyś na żebraniu osobę, która w Przemyślu była właścicielką siedmiu kamienic. Ubogie ubranie nie zawsze oznacza prawdziwą biedę. Musimy także mieć świadomość, że np. Rumuni i inni żebrzący często podają dzieciom narkotyki po to, by grzecznie spały przez wiele godzin, a nawet celowo je okaleczają, aby budziły większą litość i w ten sposób przyczyniały się do większego zysku. Rozdając więc pieniądze nieznanym osobom, wspieramy ten proceder. Pomagajmy raczej instytucjom zajmującym się biednymi, bezdomnymi i potrzebującymi, np. domom samotnej matki, schroniskom dla bezdomnych, kuchniom brata Alberta itp. Wspierajmy też biednych ze swojego miejsca zamieszkania, których znamy i wiemy o nich, że naprawdę tego potrzebują. Pomagajmy tym, którzy chcieliby pracować, a nie mogą, a nie tym, którzy mogliby pracować, a nie chcą. W Księdze Rodzaju Bóg powiedział do mężczyzny w trudzie będziesz zdobywał... pożywienie dla siebie (Rdz 3, 17n) i w pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie (Rdz 3,19). Kto unika tego trudu i potu, pragnąc korzystać pasożytniczo z pracy innych, odrzuca porządek Boży. Dlatego święty Paweł, znając bardzo dobrze naukę Jezusa Chrystusa o miłości bliźniego, powiedział: Kto nie chce pracować, niech też nie je! (2 Tes 3,10). Trzeba pomagać ludziom i być gotowym do dawania jałmużny, ale już pierwsi chrześcijanie głosili zasadę: Niech się jałmużna spoci w twoim ręku, co oznaczało: trzymaj ją tak długo, aż będziesz przekonany, że dobrze ją dajesz. Nie można dawać tym, którzy chcą zarobić szybko, udając biednych.

W pracy też należy bronić praw swoich i rodziny. W przeciwnym razie pole dominacji pracodawcy i pole waszej uległości będą się poszerzały. Wraz z upływem czasu będzie wam coraz trudniej znaleźć moment, by wreszcie zacząć bronić siebie (swojego czasu i godności). I wreszcie zaczniecie szukać nowej pracy, ponieważ w tej będzie już nie do wytrzymania. Brak sprawiedliwej obrony jest demoralizowaniem pracodawcy. Zresztą jemu się wydaje, że wam wszystko odpowiada, i że wszystko jest w porządku, więc przestaje mieć zahamowania w prośbach. Czasami są sytuacje, np. awaria czy realizacja dużego zamówienia, że trzeba zostać po godzinach, ale jeśli jest to nagminne żądanie, bez dodatkowego wynagrodzenia to oznacza, że pracodawca próbuje was wykorzystać.

Dla dobra rodziny trzeba umieć się bronić. Nie jest to łatwe, ale skutki braku obrony po pewnym czasie są jeszcze trudniejsze do zniesienia. Mnie zastanawia fakt, że komuś wszystko odpowiada i na wszystko godzi się bez zastrzeżeń. Czuję wtedy niepokój, że taka osoba będzie poza moją świadomością rekompensować sobie domniemane straty i krzywdy, np. wynosząc coś z pracy (kradnąc).

Prawa asertywności.1

            Pięć praw Fensterheima:

1. Masz prawo do robienia tego, co chcesz dopóty, dopóki nie rani to kogoś innego.

2. Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne.

3. Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb, dopóki uznajesz, że druga osoba ma prawo odmówić. (W przedostatnim przykładzie kierownik narusza tę zasadę, prosząc o przysługę zależnego od siebie podwładnego, który z tego powodu ma trudności z odmówieniem).

4. Istnieją takie sytuacje między ludźmi, w których prawa nie są oczywiste. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sprawy z drugą osobą i wyjaśnienia jej.

5. Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

            Z niedojrzałymi ludźmi nie da się jednak rozwiązywać problemów w sposób dojrzały.


1 Tamże, s. 83.